Dziś ten dzień. Mieli Nas zaadoptować. Cieszyłam się, lecz jednocześnie bałam. Co jeżeli to kolejna rodzina, która po pewnym czasie nas zostawi? Westchnęłam ubierając małą w sukieneczkę:
Do tego ubrałam jej białe skarpeteczki z falbanką. Wyglądała słodko. Przełknęłam ślinę i ubrałam się w to:
Pomalowałam się delikatnie i spojrzałam na torby. Jedna mała torba i plecaczek. Spojrzałam czy wszystko wzięłam. Tak, spakowane. Wzięłam małą na ręcę i nerwowo chodziłam po pokoju. Trzask i zgrzyt klamki.
Obróciłam się i spostrzegłam naszą opiekunkę i miło ywglądające małżeństwo.
- Ann oto Państwo Tomlinson. Zostawie Was samych. - Powiedziała opiekuńka po czym expresowo zniknęła w oddali.
- Dokumenty podpisane...- Wypowiedziała kobieta. Kiwnęłam głową, poprawiając Dan.
- Wezmę walizki. Powiedział mężczyzna biorąc bagaż. Wyszliśmy z pokoju. Mała trochę się denerwowała, bo jej drobne palce wbiły się w moje ramię. Weszliśmy do samochodu pary i pojechaliśmy.
- Więc ty jesteś Ann a twoja siostrzyczka to Dallian? - Upewniła się kobieta.
- Tak proszę Pani. - Powiedziałam a kobieta się zaśmiała.
- Nie starzej mnie tak. Mów mi mama, lub Ciotka. - Zaśmiała się.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, że mało, ale pisałam to na fonie i to na korepetycjach! -.- Trochę było fochów od Pana, ale cóż... :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz